wtorek, 26 sierpnia 2014

#Luke Brooks-Mistake

Codziennie budziłam się ze strachem, codziennie od tamtego niefortunnego dnia, kiedy zginęła moja siostra. I znów byłam w totalnej rozsypce, nie wiedziałam co robić, a ten dzień nie wydawał się różnić od pozostałych. Chciałabym coś zrobić ze swoim życiem, ale jak zwykle codzienna monotonia mnie przewyższała i znów wszystko działo się od początku. Zawsze jak co rano pisałam list do Jenny, szłam nad most, gdzie widziano ją po raz ostatni i wrzucałam skrawek papieru do wody. A dziś postanowiłam coś z tym zrobić, a to że był początek roku szkolnego trochę mi to ułatwiło, bo przecież ile można zmagać się z tymi problemami? Ubrałam na siebie swoja ulubioną fioletowo-czarną sukienkę, którą niegdyś nosiłam prawie cały czas i do tego czarne koturny, które wprost uwielbiałam. Wyglądałam świetnie, ale brakowało tu jednej rzeczy, a konkretnie uśmiechu, który już po chwili zagościł na mojej twarzy. Złapałam szybko za swoją torbę i jak najszybciej popędziłam do wyjścia, aby nie spóźnić się na pierwszy dzień szkoły. Schodząc po schodach widziałam zdziwione spojrzenia rodziny zastępczej. Tak, mieszkam z rodzina zastępczą, gdyż matka zmarła podczas mojego porodu, a dziesięć lat później ojciec na raka. Jenna była jedyną moją rodziną, a dwa lata temu zostałam sama, niestety nie znali mojej rodziny więc przydzielili mnie do innej, nowej, niby lepszej. Uśmiechnęłam się uprzejmie do Pani James i wyszłam na świeże powietrze, od razu skierowałam się w stronę szkoły. Po 10 minutach byłam już na miejscu, wzięłam głęboki oddech po czym pchnęłam metalowe drzwi i weszłam do środka. Idąc do szafki uśmiechałam się od ucha do ucha, napotykając dziwne, zdziwione a nawet spojrzenia pożerające mnie od góry do dołu. Gdy doszłam do znanej mi już dobrze osoby, która stała tuż obok mojej szafki, przytuliłam ją mocno jak to miałyśmy dawnej w zwyczaju. Dziewczyna stała nieruchomo, ale już po chwili odwzajemniła mój uścisk.

 –Ana, co ci się stało?- Allie zmierzyła mnie od góry do dołu, uśmiechając się przy tym promiennie. Nie wiem co im się stało, ale każdy się dzisiaj do mnie uśmiecha, a ja nie pozostaje im dłużna.

–Nic mi się nie stało kochanie, to po prostu ja- pokazałam na siebie od góry do dołu ,a potem spojrzałam na dziewczynę, która patrzyła za mnie, a w jej oczach czaiło się pożądanie. Powoli odwróciłam się i napotkałam na swojej twarzy spojrzenie chłopaka o niebieskich tęczówkach. Szybko zmierzyłam go od góry do dołu i zauważyłam, że był ubrany w zwykle czarne spodnie, szarą bluzę ze zwykłymi napisami i nosił czarne Ray Bany, przyglądałam mu się uważnie przez jakąś chwilę, dopóki nie zaśmiał się lekko.  
-Nie patrz za długo kochanie. Nie widziałem Cię tu wcześniej, jesteś nowa?- z zażenowana spuściłam wzrok na ręce i nerwowo wybijałam stopą dobrze znany tylko mi rytm.

-N..nie, chodzę do tej szkoły od 3 lat- podniosłam na chwilkę głowę, ale gdy tylko zauważyłam, iż przygląda mi się uważnie, ponownie spojrzałam w dół.

-Jestem Luke, tak dla wiadomości- blondyn wyciągną do mnie dłoń, którą niepewnie ujęłam.

-Ana-wyszeptałam speszona i od razu gdy puścił moją dłoń,  schyliłam się podnosząc swoją torbę, którą wcześniej przez przypadek upuściłam i szybkim krokiem skierowałam się do wyjścia z budynku. Nie chciałam aby przez ‘fajną odmianę’ zaczęli mnie zauważać.


 *30 minut później*


 Siedziałam nad mostem, machając nogami nad wodą. W ręku kurczowo ściskałam długopis co róż dopisując jakieś słowa na kartce papieru. Chciałam raz a dobrze, pożegnać się z siostrą i zamknąć ten czas w moim życiu, ale nie wychodziło mi to zbyt dobrze. Po godzinnej torturze w końcu wszystkie litery zeszły się w całość, ze smutkiem wstałam przytrzymując się przy tym barierki ochronnej, a w wysokich butach było to trudniejsze niż zazwyczaj. Teraz stałam, nachylając się nad taflą wody, trzymając w ręku zapisaną kartkę papieru i chciałam zrobić rzecz, która miała odmienić moje całe życie. Cały mój entuzjazm związany z dzisiejszym dniem przepadł wraz z spotkaniem tego idioty. Dobrze pamiętam, że moja siostra tez spotykała się z jakimś chłopakiem przed śmiercią, a potem on ją zdradził i po raz ostatni  widziałam ją siedzącą na tej oto barierce, na której się w tej chwili opieram, wypowiadającą słowa przeprosin i skaczącą w przepaść do wody. Pamiętam jak krzyczałam, prosząc aby wróciła, jak próbowałam zrobić to co ona, ale policja w samą porę dotarła na miejsce i mnie powstrzymała, nie wiem czy mam być im wdzięczna czy też nie. Od tamtego wydarzenia nie wychodziłam z domu dziecka przez 2 tygodnie, aż w końcu nie przydzielono mi rodziny zastępczej i mimo niechęci do życia jakoś dawałam rade. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam z ręki kartkę, która już po chwili znalazła się na mokrej powierzchni i wraz z prądem, płynęła wciąż do przodu.

-Pa, Jena- wyszeptałam te dwa krótkie słowa a z nimi popłyną potok łez. Nachyliłam się mocniej, chcąc popatrzeć na wodę, lecz przez wysokie buty zaczęłam tracić równowagę. Choć moje życie było do bani nie chciałam go jeszcze kończyć, nie teraz, gdy miałam zacząć od nowa. Poczułam czyjeś silne ręce na mojej tali, które delikatnie postawiły mnie na ziemi. Odetchnęłam z ulgą, myśląc o tym co by się stało, gdyby mnie nie uratował, odruchowo mocno go przytuliłam, ale po chwili zadałam sobie z tego sprawę i szybko się odsunęłam.

-Wszystko w porządku?- zapytał ten sam chłopak, którego dziś spotkałam przy szafce.

-T..t..tak już jest okey- powiedziałam szybko i wyminęłam go, chcąc odejść i zapomnieć o całej tej sprawie, gdy zaczęłam stawiać pierwsze kroki na przód, ale ktoś mi w tym przeszkodził, łapiąc od tyłu za nadgarstek. Odwróciłam się do chłopaka przodem i spojrzałam w jego stronę i czekałam na jakikolwiek ruch.

-Ana, dasz się zaprosić na kawę?- zapytał niepewnie, drapiąc się w tył głowy i nerwowo uśmiechając, panicznie zaczęłam potrząsać głową na nie, ale on tylko prychną i przyciągnął mnie bliżej do siebie- nie przesadzaj, dopiero co uratowałem ci życie więc coś mi się należy, a jeżeli nie chcesz, aby cała szkoła się z ciebie naśmiewała to ze mną pójdziesz.

-Nie zrobisz tego- przechyliłam głowę na bok i szerzej otworzyłam swoje oczy, przyglądając mu się uważnie. Luke zaśmiał się gardłowo dając mi do zrozumienia że jest, westchnęłam cicho- ale pod jednym warunkiem.

-Jakim?- zapytał puszczając moją rękę i pokazując mi ze mam iść pierwsza.

-Obiecaj, że mnie nie skrzywdzisz- wyszeptałam, zduszając przy tym cichy szloch, który wydobył się z mojego gardła.

-Obiecuję - Luke położył rękę na swoim sercu, poważniejąc na chwilę. Uśmiechnęłam się do niego blado i poszłam we wskazanym mi kierunku.


ROK PÓŹNIEJ

Minął rok. Rok od kiedy raz na zawsze pożegnałam się z Jenną i postanowiłam  zacząć nowe życie. Luke bardzo mi w tym pomógł, a od tamtego czasu bardzo się do siebie zbliżyliśmy, i no cóż, na chwilę obecną jesteśmy razem.

-Ana, skarbie, Luke po ciebie przyszedł- zawołała z dołu pani James, uśmiechnęłam się do swojego odbicia, które zaczęłam tolerować od jakiś 3 miesięcy. Poprawiłam swoją marynarkę, która spoczywała na moich ramionach i łapiąc za torbę, zbiegałam po schodach na sam dół. Tam zobaczyłam mojego chłopaka, stojącego w drzwiach i trzymającego moje ulubione kwiaty w ręku.

-Gotowa na nowy rok szkolny?- chłopak zaśmiał się lekko i wręczył mi bukiet herbacianych róż, po czym czule mnie pocałował.

-Oczywiście- pokiwałam z entuzjazmem głową i wręczając mu moją torbę, poleciałam do kuchni wstawiając je do wazonu i żegnając się z państwem James. Wciąż obawiałam się, iż może mnie skrzywdzić, ale jak na chwile obecną, to znajdowało się na 2 planie.

-Miłego dnia kochanie- usłyszałam głos dobiegający z kuchni, odkrzyknęłam tylko krótkie ”pa” i wybiegłam z domu, wsiadając do samochodu Brooksa. Cała droga odbyła się w komfortowej dla nas ciszy, co jakiś czas spoglądaliśmy na siebie ale to tyle, aż znaleźliśmy się pod parcelą szkoły. Wzięłam głęboki oddech i zanim otworzyłam drzwi samochodu, posłałam Lukowi zdenerwowany uśmiech. Wysiadłam z auta i łapiąc swoją torbę, skierowałam się od razu do budynku.

-Anuś, poczekaj- usłyszałam za sobą głos chłopaka i momentalnie odwróciłam się w jego stronę, posyłając mu przepraszający uśmiech i przystopowując na chwilę. Luke podszedł do mnie i złapał za rękę, szliśmy powoli w stronę szkoły, gdy zauważyliśmy„ elitę”. Zaśmiałam się cicho i nie zwracając na to uwagi, szłam dalej w swoją stronę. Poczułam jak chłopaka dłoń wyślizguje mi się, więc szybko obejrzałam się za nim, stał z jakąś blondynka która się do niego przystawiała.

-Yghym, daj spokój mojemu chłopakowi- dodałam nacisk na mój i wyciągnęłam do niego rękę którą ochoczo przyjął.

-On nie musi być tylko twój - blondynka zaśmiała się na co mocniej ścisnęłam rękę Brooksowi. Po wejściu do budynku miałam wrażenie, iż każdy się na mnie gapi, spuściłam wzrok na swoje fioletowe conversy i szłam dalej prowadzona przez blondyna. Zatrzymaliśmy się tuż przy mojej szafce, całując się przelotnie, potem mnie zostawił udając się na swoje zajęcia. Nie pozostałam długo sama, iż po chwili przybiegła do mnie zadyszana Allie, spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem ale ona tylko złapała mnie za rękę i pociągnęła w głąb korytarza, nagle się zatrzymała pokazując mi miejsce, gdzie tyłem do nas stał Brooks. Zmarszczyłam brwi i podeszłam bliżej do niego

-Luke?- zapytałam się go a ten szybko się do mnie odwrócił, pokazując mi widok na tę samą blondynkę co widzieliśmy pod szkołą. Nie, to się nie mogło stać! On nie mógł by! Zaczęłam się cofać do tyłu, przy okazji zostawiając torbę na ziemi, odwróciłam się i pędem rzuciłam do drzwi. Łzy kapały po moich policzkach, sprawiając iż stawiały się czerwone. Ktoś kogo tak bardzo kochałam, zranił mnie, chociaż obiecywał, że nigdy tego nie zrobi. Wiedziałam gdzie biegłam, w miejsce, które od roku omijałam szerokim łukiem. Chociaż łzy ograniczały mi widoczność, nie poddawałam się, nie tym razem. I w końcu znalazłam się tam. W miejscu z moich koszarów, w miejscu o którym chciałam zapomnieć. Szybko podbiegłam do barierki kiedyś przesiadywanej przez Jenne, przełożyłam jedną nogę, a potem drugą za nią, gdy już znajdowałam się po jej drugiej stronie usłyszałam głos, kiedyś kochany, teraz znienawidzony.

-Ana… skarbie nie rób tego- chłopak wymawiał kolejne słowa z wyraźną ostrożnością, pokiwałam ze zrezygnowaniem pokiwałam głową, a łzy, nadal płynące z moich oczu,  moczyły koszulkę.

-Obiecałeś…- wyszeptałam spoglądając w jego stronę- …Obiecałeś mi do cholery, że nigdy mnie nie skrzywdzisz!…- zaczęłam się na niego drzeć, nie przestając ani na chwile płakać-… ale to zrobiłeś, jak mogłeś? - mój głos co chwile zmniejszał lub zwiększał swoją głośność.- …ja cię kochałam... a ty co? - prychnęłam na niego i zmierzyłam go z odrazą.

-Ana, proszę wysłuchaj mnie- zaczął  się do mnie powoli zbliżać. Puściłam się jedna ręką, skutecznie go tym zatrzymując

-Nie będę cię już słuchać, twoje 5 minut minęło, przykro mi. Żegnaj Luke- po tych słowach puściłam się drugą ręką, rzucając się tym samym w przepaść i wodę.

„„Kocham cię”- dwa ostatnie słowa, które niegdyś znaczyły wszystko, a teraz? "nic!”




***

Hej tu Katie z moim pierwszym imaginem.. Mam nadzieje że wyszedł.......emmm dobrze? Nie wiem, jeżeli się spodobał zostaw komentarz. Aha i przepraszam za ewentualne błędy.
ps. Wiem że Luke jest brunetem ale chodziło mi o moment kiedy był przefarbowany
Katie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz